pożarłam czekoladę

Zjadłam tabliczkę czekolady – będę gruba?

Czy zdarzyło Ci się zjeść całą tabliczkę czekolady, popchnąć ciasteczkiem i potem mieć niesamowite poczucie winy? Ten post będzie dla Ciebie.

My kobiety jesteśmy niesamowicie skomplikowanymi stworzeniami, tzn. bardzo lubimy wszystko komplikować, a najbardziej sobie swoje życie.

W moich poprzednich wpisach pisałam odnośnie całej mody na zdrowe odżywianie i potrzebę bycia fit (TU i TU).

Mam wrażenie, że uwielbiamy być na diecie, a dieta jak wiadomo, wymaga wielu poświęceń – dla nas DIETA, to czasami walka na śmierć i życie, a na pewno sport narodowy!

Kiedy kobieta postanawia przejść na dietę oznacza to, że od teraz (no dobra, od poniedziałku) będzie jeść tylko sałatki, chudego kurczaka i już nigdy, przenigdy nie zje słodyczy! Pierwszego dnia idzie jej świetnie – zajada się tymi liśćmi, a po pracy leci na 3 godziny ćwiczeń żeby przyspieszyć efekty, bo jak mówi reklama „odchudzanie powinno być szybkie i skuteczne”.

Znasz to?

Jeśli nawet nie rzucisz się po kilku dniach na jedzenie, to przyjdzie taki moment, że po prostu nie dasz rady – nieważne jak bardzo będziesz się starać – zjesz tą tabliczkę czekolady! I co? Cudowna bańka pryska, a Ty jesteś załamana…

Co robisz? Na pewno tego samego dnia ważysz się przynajmniej dwa razy i podejmujesz ważną decyzję:

GŁODÓWKA! Oooo tak! Przegłodzę się dzisiaj, a jutro zacisnę pasa i poćwiczę na zapas, może pójdę jeszcze na saunę, co by się tłuszcz wytopił. Najlepiej jak będę tak robić przez kilka kolejnych dni – niech to będzie nauczka i kara jednocześnie za moje grzechy!!! A co! Przecież uwielbiam się karać za różne rzeczy!

Babeczko!

To, że zjadłaś tą tabliczkę czekolady, może jeszcze dopchnęłaś ciastem albo lodami, to tak naprawdę nic aż tak wielkiego się nie stało! Jeśli odpala Ci raz na jakiś czas, Twój dotychczasowy wysiłek nie pójdzie na marne! Organizm sobie z tym poradzi! Wdech-wydech i wyluzuj 😉

Za nami Dzień Kobiet, i co? Pożarłam (bo nie umiem tego inaczej nazwać) boskie, ręcznie robione makaroniki, popchnęłam czekoladą, a wieczorem zagryzłam jeszcze domowym popcornem i popiłam winem w międzyczasie zjadając normalnie obiad – szok, prawda?

Co zrobiłam na drugi dzień? Zjadłam normalne śniadanie, potem jakieś owoce i II śniadanie. Po 18 zjedliśmy ciepłą kolację i zgodnie z planem obejrzeliśmy serial i zrobiliśmy trening na TRX – taki normalny, nie podwójny i absolutnie nie zestresowałam się myśleniem czy wejść na wagę, bo i po co. OK, czułam się trochę gorzej niż zwykle, ale czemu tu się dziwić.

Instrukcja obsługi dla okazjonalnych pożeraczy jedzenia:

  1. Zjadłaś – nie panikuj! Nic takiego się nie stało!
  2. Jeśli po obżarstwie czujesz się pełna wypij gorącą wodę, ostropest albo zioła i odpocznij.
  3. Jeśli poczujesz głód – zjedz normalny posiłek zawierający białko i nie omijaj go.
  4. Jeśli masz zaplanowany trening – wykonaj go zgodnie z planem, ale nie dokładaj sobie dodatkowych ćwiczeń i godzin. Nie ma potrzeby stresowania organizmu niepotrzebnie.
  5. Jeśli nie planowałaś w tym dniu ćwiczyć (bo ćwiczyłaś wczoraj), idź na spacer, ale nie forsuj się.
  6. Jeśli już zajadasz tą czekoladę / pizzę czy cokolwiek – rób to z przyjemnością i bez wyrzutów sumienia! W końcu następnym razem rzucisz się na nie za kilka tygodni 😉

Przy okazji przypominam moje wcześniejsze wpisy skąd się bierze potrzeba zjedzenia deseru:

Poobiedni deser – rzeczywista potrzeba czy poważny problem? cz.1

Poobiedni deser – rzeczywista potrzeba czy poważny problem? cz.2

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *