Metabolizm – jak to z nim jest?

Zawsze uważałam, że mam tak wolny metabolizm, że jestem skazana na życie w cierpieniu i przekonaniu, iż żadna dieta nigdy mi nie pomoże i nigdy nie zobaczę efektów ćwiczeń.

Myślę, że wiele jest takich osób jak ja, które twierdzą, że nie da się z tym nic zrobić i to niesprawiedliwe, bo są ludzie, którzy mogliby jeść tylko pizzę i nie przytyją. Fakt jest taki, iż niestety część osób tak ma, ale to nie znaczy, że my musimy cierpieć! Co to, to nie!

Zaczęłam zmieniać zdanie, gdy przede wszystkim zaczęłam jeść! Nie wiem czy zauważyliście, ale bardzo często te wszystkie “szczypiorki” bardzo dużo jedzą. No… może nie tak bardzo dużo, ale często – ciągle widzi się ich przeżuwających jakiś pokarm.
Wiele w moim życiu się zmieniło, gdy moje posiłki stały się regularne – ja jestem typem, który potrzebuje 5, czasami 6, mniejszych posiłków, ale może Tobie wystarczą 3? Wszystko zależy od Twojego trybu życia i potrzeb. Jem również duże ilości warzyw i owoców – staram się codziennie wypić zielony koktajl.

Kilka faktów, które trzeba przyswoić i wprowadzić w życie:

1. Aby przemiana materii była szybka, to nasz organizm MUSI dostawać pokarm, bo inaczej zacznie go magazynować w postaci boczków, itp..
2. Ustal, na podstawie wizyty u dietetyka lub poszukaj kalkulatora w internecie, jakie jest Twoje zapotrzebowanie kaloryczne oraz sprawdź ile potrzebujesz makroskładników (węglowodany, białko, tłuszcz) i się tego trzymaj. Jeśli chcesz schudnąć, to delikatnie zmniejsz liczbę kalorii, ale nie rób tego drastycznie, bo osiągniesz odwrotny efekt!
3. Pamiętaj, że jeśli regularnie ćwiczysz, to potrzebujesz większej podaży kalorii – nigdy odwrotnie, bo nie zobaczysz efektów, a możesz przeciążyć organizm, który nie będzie się regenerował!
4. Jedz dużo warzyw! Ale tak naprawdę dużo – do każdego posiłku dodawaj porcję – dzięki nim zadbasz o odpowiednią podaż błonnika, witamin oraz wody. Jeśli nie jesteś w stanie wcisnąć więcej, to świetnym rozwiązaniem są koktajle – mój ulubiony jest na bazie szpinaku lub jarmużu, banana, młodego jęczmienia i innych dodatków 🙂 pyszny, zdrowy i sycący 🙂
5. Nie bój się węglowodanów! Jeśli jesz odpowiednie, tzn. kasze, rośliny strączkowe, warzywa i owoce, to od nich nie przytyjesz (no chyba, że będziesz przesadzać z ilościami, ale to naprawdę ciężko zrobić). Jest takie powiedzenie, że “tłuszcz pali się w ogniu węglowodanów”.
6. Nie zapominaj o dobrych tłuszczach – odrobinie oliwy do sałaty, orzechach i awokado – dzięki nim wchłaniamy niektóre witaminy (np. witaminę D, A, E) i dbają o “smarowanie” od środka, odżywiając również skórę i paznokcie.
7. Błonnik – jedzony, zwiększa swoją objętość w żołądku, wiąże wodę w jelitach i ułatwia wypróżnianie. Znajdziesz go w grubych, nieoczyszczonych zbożach oraz warzywach i owocach. Aby działał tak, jak trzeba potrzebna jest spora ilość wody.
8. WODA.. pij jej dużo, a najlepiej zaczynaj dzień od kubka ciepłej, przegotowanej wody z sokiem z cytryny – zakwasza żołądek, rozrusza flaczki i robi się po niej przyjemnie rano 🙂 W ciągu dnia potrzebujesz jej ok. 1,5-2l. Dbaj, żeby w ciągu dnia popijać małymi łykami wodę – wybierz źródlaną choć popijaj również taką, która jest bogata w minerały (zwłaszcza magnez i wapń). Jeśli nie lubisz smaku wody, możesz dodać do niej plasterki lub sok z cytryny, pomarańczy albo liście mięty. Pij również herbaty ziołowe, zieloną, białą, rooibos. Nie przesadzaj z czarną oraz z kawą – one nie nawodnią organizmu, a spowodują utratę minerałów.
9. Przyprawy – również odgrywają ważną rolę w codziennym żywieniu, dlatego postaraj się ograniczyć sól, natomiast zacznij dodawać do potraw kurkumę, chili, imbir, a także przyprawy, które zapobiegają wzdymaniu po daniach tzw. “ciężkich” typu kapusta, strączki – majeranek, cząber, kminek… Kombinuj, sprawdzaj i nie ograniczaj się tylko do soli i pieprzu 😉
10. Probiotyki – najlepiej jest jeść po prostu dużo kiszonek, o których więcej pisałam tutaj, ale warto również zainwestować w dobry produkt i regularnie go stosować.
11. Sport.. Nie ukrywajmy – bez sportu robimy się sflaczali i ociężali, więc czemu nasz metabolizm miałby przyspieszać? Poświęć przynajmniej 30 minut codziennie na żwawy trening lub zacznij coś robić w domu (jest tyle różnych filmów w internecie) lub idź na zajęcia! Każdy ruch jest dobry, ale rób to z głową i nie przesadzaj. Jeśli nie wiesz jak ćwiczyć, to idź na siłownię i poradź się trenera, ale przede wszystkim nie bój się pytać – każdy kiedyś musiał się nauczyć!
12. Jedz kolację – częstym problemem jest pomijanie ostatniego posiłku, który powinien być lekki oraz zjedzony 2-3 godziny przed pójściem spać – zjedz warzywa z porcją białka lub porcję węglowodanów – ale nie jadaj na noc owoców, które lubią fermentować i powodować dyskomfort w nocy.
13. NIE PODJADAJ! Jeśli masz ustalony plan posiłków, tzn. jesz na przykład o 9, 12, 15, 18, 21, to tego się trzymaj i nie szukaj szczęścia po szafkach, choć wiem, że czasem jest to ciężkie. Z drugiej strony, jeśli jesz regularnie, to powinnaś/powinieneś nie mieć ochoty na dodatkową przekąskę między posiłkami 😉
14. Gryź dokładnie – Mądra Pani dietetyk powiedziała mi kiedyś, że nasz żołądek nie ma zębów i nie pogryzie jedzenia, dlatego tak ważne jest długie i dokładne gryzienie. To w jamie ustnej zaczynają się procesy trawienne. Poza tym żołądek jest mięśniem, który mocno pracuje, gdy dostanie pokarm i nie zawsze poradzi sobie z dużymi kawałkami, które nie strawione zostaną przepuszczone dalej, a zawarte w nim witaminy po prostu się nie wchłoną. Po co masz go przeciążać – poświęć kilka minut więcej na spokojny posiłek, gryź dokładnie, a Twój żołądek naprawdę Ci się odwdzięczy!

Uwierz mi, że po wprowadzeniu tych wskazówek Twój metabolizm ruszy, a Ty zauważysz efekty. Zapomnisz o uczuciu ciężkości po posiłkach, będziesz się czuć lekko ze względu na częstsze wizyty tam, gdzie król piechotą chodzi ;), odzyskasz chęci do życia, poprawi się również stan Twoich włosów, skóry i paznokci, bo organizm będzie lepiej odżywiony.

Ważna rzecz.. Jeśli stosujesz się do tych wskazówek, a wciąż czujesz, że Twoje ciało jest opuchnięte i nie chce współpracować, może to świadczyć, że masz niedoczynność tarczycy lub nie tolerujesz jakiegoś pokarmu. W takim wypadku lepiej zacząć drążyć temat i nie odpuszczać nawet, jeśli będzie trzeba odwiedzić różnych specjalistów! Tego typu schorzenia, to nie tylko fanaberia, ale poważna sprawa, więc jej nie lekceważ, bo będzie tylko gorzej!

A teraz z ręką na sercu – stosujesz się do tych zasad, czy o którejś zapominasz? Może to dobry pomysł na noworoczne postanowienie? 🙂

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *