Kiszonki – o co w tym wszystkim chodzi i czemu są takie ważne w naszym menu?

Zacznę od tego, iż każdy zdrowy człowiek powinien posiadać ok. 1,5 kg bakterii w jelicie grubym, z czego mniej więcej 85% powinny stanowić laktobakterie, czyli pałeczki kwasu mlekowego. Niestety, dzisiejsza dieta, pełna cukru i rafinowanej żywności sprawia, że u wielu osób stanowią one tylko ok. 15% wszystkich bakterii. Pozostałe to najczęściej grzyby Candida Albicans.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nasi rodzice i dziadkowie zajadali się domowym chlebem na zakwasie, popijali go domowym kefirem lub zsiadłym mlekiem oraz robili przetwory na jesień i zimę – kiszone warzywa, np. ogórki czy kapustę. Wszystkie te produkty pełne były probiotyków (z łac. pro bios – dla życia), które wpływały na florę bakteryjną jelit. Czy kojarzycie te teksty rodziców, że za ich czasów to się nie chorowało? No właśnie… Bo zdrowe jelita, pełne “dobrych” bakterii korzystnie wpływają na naszą odporność, dzięki czemu nie łapiemy żadnych chorób lub wychodzimy z nich bardzo szybko. Natomiast co przepisują lekarze? Antybiotyki (!), a skoro pro bios jest dla życia, to już sami się domyślcie co mam na myśli…
Pęd życia, wieczny brak czasu i trochę też nasze lenistwo sprawiło, że kupujemy gotowe produkty, pozbawione tych dobrych żyjątek, witamin i minerałów.

Nie namawiam do zaprzestania wizyt u lekarzy, ani brania leków, ale proponuję wprowadzić do diety jak najwięcej produktów kiszonych – ogórków, buraków, kapusty, papryki, itd… Kwas mlekowy zawarty w kiszonkach nie tylko reguluje florę bakteryjną jelit, ale również wspomaga trawienie i pomaga w syntezie witaminy K oraz niektórych witamin z grupy B.
Dodatkowo zawierają sporo błonnika, a podczas kiszenia tracą również kaloryczność.  Najlepsze są oczywiście wyroby własne, ale można kupić niezłe sklepowe, ważne żeby nie zawierały zbędnych dodatków 😉

Przepis na najprostszą kapustę kiszoną znajdziesz  tutaj 😉

Comments

comments