fit - zdrowa dieta

Jestem fit, czyli jaka?

Świat oszalał na punkcie bycia fit. Każdy ćwiczy, zdrowo się odżywia i ogólnie dba o zdrowie. Po wielu latach zaniedbań – byle jakiego jedzenia, zero ruchu, dużych ilości alkoholu – wszyscy przechodzą metamorfozy. Bardzo dobrze, ale…

Co to w ogóle znaczy być fit?

Czy to oznacza, że będę musiała mieć kilkanaście procent tłuszczu w ciele i kratę do tarcia żółtego sera na brzuchu? Albo do końca życia będę musiała się jakoś ograniczać więc logicznie w jakiś sposób będę nieszczęśliwa?

To wszystko zależy jakie masz priorytety.

Kiedyś uważałam, że jeśli nie będę mieć kraty na brzuchu to nigdy nie będę fit. Ćwiczyłam więc codziennie brzuszki, szóstkę Weidera (o zgrozo) i wszystko co było z brzuchem związane. Czy mój brzuch był idealny, a ja byłam fit? No niestety, mocno się rozczarowałam.

Czy fit nie oznacza przypadkiem, że mam siłę wejść po schodach z pełnymi siatami zakupów, biegać, jeździć na rolkach, rowerze i świetnie się bawić lub też biegać za dziećmi i nie padać gdzieś w połowie drogi?

No właśnie… Zaczęliśmy gubić w tym wszystkim luz i zabawę, w zamian za niepotrzebne „spiny” i narzucanie sobie nierealnych celi. Kto czytał mój wpis, dlaczego nie ćwiczę na siłowni ten zrozumie.

Ruch powinien być zabawą i przyjemnością – dla jednej osoby jest to marsz, nordic walking, pilates, druga zaś potrzebować będzie większych „wrażeń”, na przykład crossfitu, maratonów, itp.

Przez 10 lat tańczyłam więc zmagałam się ze sobą i własnymi słabościami – teraz powoli już tego nie robię. Ćwiczę, ale robię to dla siebie i nie za karę. Jeśli padam z nóg, robię sobie drzemkę. Przestałam się „karać” za zjedzone ciastka – trudno stało się, za chwilę się poprawię.

Dieta i cheat meal’e

Na wszystkich fanpage’ach popularnych trenerów-motywatorów każdy z nich ma ustalony, upragniony cotygodniowy cheat meal. Może w przypadku przygotowań do zawodów bikini fitness jest on potrzebny, ale czy na co dzień też?

Popatrz…

Cały tydzień trzymasz tą popularnie zwaną „czystą miskę” (wybacz, mam psa i nie kojarzy mi się to z niczym innym jak z jego zestawem misek) – ogólnie jesz wyliczone porcje (bo makro musi się zgadzać), mam nadzieję, że przy okazji zdrowo skomponowane posiłki. W tym czasie weźmiesz parę dobrych witamin i może jakiś probiotyk, aby odbudować zrujnowane jelita i w końcu, po całym tygodniu tych strasznych wyrzeczeń możesz pozwolić sobie na swoje ukochane danie – M&M’s, pizza, burger, frytki, chipsy czy co tam jeszcze lubisz. I mimo, że może napędzasz metabolizm, to znowu rujnujesz te biedne jelita. Ehhh…

Czy zmiana trybu życia nie powinna spowodować zmiany tych wszystkich nawyków? Zdrowy, dobrze odżywiony organizm nie potrzebuje tych shit, przepraszam, cheat meal’i!

Kiedy kilka lat temu zmieniałam swoją dietę strasznie, ale to strasznie tęskniłam za makaronami, pizzą, pierogami i ogólnie mąką. Odebranie mi jednej rzeczy powodowało nieposkromioną rozpacz, ale w pewnym momencie pozwoliło zmienić kierunek i obrać właściwy kurs.

Zdrowy styl życia jest jak z podróż po bezkresnych wodach oceanu – trwa w nieskończoność i często trafiamy na jakiś sztorm, który wyprowadza nas z równowagi. My jednak jako kapitan musimy utrzymać ten statek w ryzach i wrócić na dobry kurs. Gorzej, gdy wypadniemy za burtę, wtedy może być już bardzo ciężko.

Na swojej drodze trafiam na wysokie fale, ba! nawet tsunami – często wydaje mi się, że pragnę rzeczy, których nie jadłam od wielu miesięcy lub nawet lat. Gdy je dostaję, prawie zawsze okazuje się, że moja wyimaginowana potrzeba zjedzenia pierogów była cudowna tylko w marzeniach, natomiast w smaku to już nie było to.

Ostatnio po wielu miesiącach niejedzenia pizzy pozwoliłam sobie na 3 bardzo solidne kawałki – owszem – smaczna, cienkie ciasto, świeże składniki, tylko hmmm… to znów nie było TO! Zjadłam, zaspokoiłam ciekawość, ale nie wrócę przez długie miesiące. Dlaczego? Bo mój organizm tego nie potrzebuje. To się nazywa higiena.

Chciałabym, aby po całym szaleństwie na FIT, przyszła pora na rozsądek i zachowanie odpowiedniej higieny życia.

Kiedy już ochłoniesz z bycia fit i nabierzesz dystansu, na pewno to zrozumiesz.

Co to takiego ta higiena życia?

  • To jedzenie, którego specjalnie sobie nie wyliczasz, bo co tu liczyć, gdy w większości jesz cudowne warzywa z dodatkiem kawałka mięsa lub ryby (lub strączków, gdy jesteś wegetarianinem/weganinem) lub/i kaszy. Takie posiłki są sycące, powoli się nimi delektujesz i nie szukasz po szafkach zapychaczy
  • To pyszne koktajle (uwielbiam zielone) napchane owocami i warzywami – totalna bomba witaminowa i tlenowa, ponieważ chlorofil z zielonych warzyw liściastych dostarcza nam dużych dawek tlenu!
  • To banalnie proste zakupy spożywcze, bo nie musisz czytać etykiet (lub jeśli już coś kupujesz, to dokładnie wiesz czego masz unikać) – zakupy robię zwykle 30-40 minut w zależności od długości kolejek 😉
  • To ruch, który sprawia Ci przyjemność
  • To ciało, które zaczyna się naturalnie zmieniać
  • To piękniejsza skóra – pełna blasku, nawilżona i jakby wyraźnie młodsza
  • To zdrowy sen, który daje prawdziwy wypoczynek
  • To mniejsza ilość chemii w domu i bardziej naturalne kosmetyki lub mniejsza ich ilość
  • To lepsze relacje z najbliższymi – zdrowe odżywianie robi coś takiego z człowiekiem, że ten staje się spokojniejszy, nie potrzebuje alkoholu żeby się wyciszyć i jest mniej kłótliwy.

Czy wśród tych rzeczy jest czas na grzeszki jedzeniowe? Oczywiście, dlaczego nie! Ja najbardziej kocham czekoladę i nie potrafię jej odmówić 😉, ale czy jem ją codziennie? Nie, chyba, że wpadam w sztorm i jem za mało, to wtedy aż mnie nosi.

Higieniczny tryb życia nie oznacza, że będziesz odludkiem i totalnym hipisem. Będziesz wychodzić ze znajomymi do kina, do klubu i gdzie tylko chcesz. Naturalnie jednak zaczniesz odmawiać zajadania się chipsami, popcornem, a alkohol może już nie być potrzebny. I będzie Ci z tym dobrze! Ostrzegam jednak, że zwykle o stałej godzinie będziesz już potrzebować snu – tak to przynajmniej u mnie działa. O 22:00 padam na twarz.

Jeśli jednak wciąż pragniesz tych zawodów i bardzo niskiego body fatu, ok! Jest to Twój wybór! Pamiętaj tylko, że to będzie wymagało prawdziwych wyrzeczeń i stałej kontroli jedzenia, ciała i wymiarów.

Mam nadzieję, że zdobędziesz to, czego tak naprawdę pragniesz!

A czego pragniesz?

 

 

Jeśli szukasz inspiracji na coś zdrowego, może skusisz się na:

Boskie curry? http://asiagotuje.com/pyszne-domowe-curry-indykiem/

Naleśniki? http://asiagotuje.com/nalesniki-maki-kokosowej/

Zupę z dyni? http://asiagotuje.com/zupa-dyniowa-imbirem-pomarancza-przyprawami-orientalnymi/

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *