Insulinooporność – powód wielu moich rozterek

Nie było mnie tu dawno, ale nie dlatego, że nie gotowałam – każdy przecież musi jeść 😉 Pojawiła mi się insulinooporność i dziś chciałabym porozmawiać jakie są objawy i co z tym można zrobić.Dziś trochę o tym co się u mnie ostatnio działo, a jest tego sporo.

Ostatnie miesiące były dla mnie dość ciężkie – już byłam szczęśliwą pożeraczką traw i chwastów,  a tu nagle obuchem w głowę i muszę to porzucić 🙁 Powód? Insulinooporność!

Przypadłość, która wyszła dzięki mojej wspaniałej dietetyczce, którą ogromnie polecam! Czym jest insulinooporność? Tutaj zapraszam do przeczytania artykułu osoby z ogromną wiedzą z tematu dietetyki i tym podobnych – tu i tu.

Insulinooporność – objawy, które wiązałam z lenistwem:

  • +6kg na wadze mimo diety i ćwiczeń
  • zatrzymana woda w organizmie
  • napady głodu na słodycze
  • “ciastowate” ciało mimo ćwiczeń!
  • ospałość po daniach typowo węglowodanowych
  • PMS (koszmar)
  • częstomocz

To niesamowite, jakie tym wszystkim objawom przypisywałam powody. Jednym z najczęstszych było moje lenistwo albo nieszczęsna czekolada, którą zjadam od czasu do czasu. Niestety… prawda siedzi gdzie indziej – nie toleruję dobrze węglowodanów i każde odstępstwo od tej reguły kończy się katastrofą i zbyt ciasnymi spodniami.

Co za tym wszystkim idzie, musiałam po raz kolejny podejść do swojej diety i zacząć ją zmieniać. Przyznaję, że z początku było mi bardzo ciężko, bo wiele rzeczy muszę ograniczyć:

  • kasze – moje ukochane, w tym jaglana o bardzo wysokim indeksie glikemicznym. W tym momencie jadam głównie kasze gryczaną i komosę ryżową
  • warzywa strączkowe i skrobiowe (np. ziemniaczki) – buuuu :(((
  • owoce – zwłaszcza zjadane w porach popołudniowo-wieczornych

Jak widzicie sporo rzeczy odchodzi na bok, a na ziarnach i koktajlach z białkiem roślinnym długo psychicznie nie pociągnę. Doszło do sytuacji, że nawet micha upieczonej pietruszki, która na pierwszy rzut oka jest bardzo pyszna i zdrowa, zaczęła powodować u mnie gwałtowne wzrosty wagi i zatrzymanie wody… Fasolki, cieciorki i ziemniaczki też mi nie pomagały, a po dużej ilości owoców lub ciastek czy makaronie (nawet bezglutenowych) miałam takie odloty, że czasami traciłam świadomość, co się dzieje, dlatego unikałam nawet prowadzenia auta, żeby nie być zagrożeniem.

Niestety, mimo moich ogromnych oporów psychicznych, wróciłam do chudego mięsa i różnorakich ryb. Jajka jem już w zasadzie codziennie, bo skoro na śniadanie nie mogę jeść kaszy z owocami, a muszę jeść coś białkowo-tłuszczowego, to tylko one mi zostają – jakoś tofu wciąż do mnie nie przemawia. Plus jest taki, że dzięki temu nie jestem ospała i głodna po 30 minutach.

Jestem za to idealnym przykładem osoby, której poranna owsianka nie służy – nie to co jajecznica na boczku 😛

Te wszystkie zmiany nie sprawiły oczywiście, że nie jem już tony warzyw, bo to nie prawda – wciąż stanowią podstawę mojej diety. Staram się jednak skupiać na większej ilości białka i dobrego tłuszczu (orzechy, awokado, olej kokosowy), a nie na węglowodanach pochodzących z kasz. Nieszczęsne mięso już mnie tak nie kłuje w zęby, choć byłam szczęśliwsza bez niego.

Nie skupiam się tak bardzo na indeksie glikemicznym produktów, chociaż kojarzę mniej więcej, które w jakiej grupie są (jeśli dopiero raczkujesz w tym temacie, to warto wydrukować sobie tabelę indeksu glikemicznego i na jej podstawie wybierać odpowiednie produkty). Staram się mieszać je ze sobą, ale jeśli mięso ma IG=0, do tego dodam tłuszcz i nawet tą biedną, zakazaną gotowaną marchewkę to nic mi nie jest. Muszę tylko pamiętać, żeby nie jeść “czystych” i samych węglowodanów (białego ryżu, bardzo słodkich owoców, kaszy jaglanej), bo wtedy jestem jak na haju 😉

To też nie jest tak, że węglowodanów nie jem w ogóle – znajdują się one zarówno w owocach, ale również w orzechach i warzywach więc don’t worry ;).
Bardzo słodkie owoce typu ananas czy banan, staram się miksować w koktajlach ze szpinakiem, nasionami sezamu i białkiem konopnym. Dzięki temu obniżam indeks glikemiczny owocu, a cały koktajl staje się pożywnym i dobrym posiłkiem.

Insulinooporność, jak i wiele innych dolegliwości to często kwestia psychologiczna, dlatego powolutku przestaję walczyć z własnym ciałem, a zaczynam o nie w końcu dbać. Mam je jedno, bez możliwości wymiany na nowszy model, dlatego powoli dojrzewam do całej sytuacji psychicznie i przestaję SOBIE robić na złość. Zaczęłam pracować w dwóch płaszczyznach – psychicznej i fizycznej (aktywność + odpowiednia dieta) i już zaczynam odczuwać pierwsze zmiany, a to dopiero początek mojego powrotu do zdrowia.

Ważny element mojej codziennej diety stanowi Betaine HCL firmy NOW Foods (zamawiam z USA dużo taniej niż w Polsce – link, które znacząco zwiększają wydzielanie kwasu żołądkowego, dzięki czemu W KOŃCU od wielu lat nic mi się nie odbija!! POLECAM!!

Osobom z podobnymi objawami polecam rozmowę z mądrym dietetykiem, który wyśle Was na podstawowe badania glukozy i insuliny, ale przede wszystkim przeprowadzi konkretny wywiad i kopnie Was w cztery litery, żeby wziąć się do roboty ;))

Co do przepisów, to nie robię ostatnio nic odkrywczego, ale postaram się wkrótce podzielić z Wami moimi “hitami” jedzeniowymi 😉 Jednym z nich jest chociażby ryż z kalafiora, który bardzo polecam!

Dbajcie o siebie!

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *