gdy zwykła dieta nie pomaga - podsumowanie wyzwania

Gdy zwykła dieta nie pomaga – podsumowanie wyzwania

Udało się! Przetrwałam 3 tygodnie rygorystycznej diety! Ba! Wydłużyłam ją do 4 tygodni! Jesteście ciekawi co się w tym czasie wydarzyło?

Gdy zwykła dieta nie pomaga

W zasadzie nie było mi aż tak ciężko, jak mogłoby się wydawać. Do tej pory nie jadłam glutenu i nabiału codziennie (czasami zdarzało mi się wziąć jakiegoś gryza lub dwa) więc całkowite wyeliminowanie nie było takie straszne.

Obawiałam się, że wyeliminowanie jajek i pomidorów będzie niemożliwe. Szczerze? Najbardziej tęsknię za pomidorami, choć i jajecznicę na boczku też by się zjadło 😉 Ciężko natomiast było gotować ryż dla męża i nie móc sprawdzić czy jest już dobry. Ale i z tym sobie poradziłam. Po prostu główny zainteresowany proszony był o degustację, dzięki czemu przynajmniej w małym stopniu zredukowałam częstotliwość podjadania podczas gotowania 😉

Syndrom odstawienia

Przeszłam kilkudniowy kryzys, podczas którego MARZYŁAM o glutenie zatopionym w pomidorach z ciągnącym się serem. Nie wierzę, że mój mąż był w stanie ze mną wytrzymać, bo samej ze sobą było mi już wystarczająco ciężko. Maruderstwo i fochy jakie miałam to jedno, a trzydniowa migrena, która mnie dopadła zaraz na początku to drugie.

Ale przetrwałam choć nie sądziłam, że dopadnie mnie syndrom odstawienia…

Byłam nawet na kilku wspaniałych spotkaniach, zjadłam cudowne kolacje (za które ogromnie dziękuję i proszę o więcej!)

Przeszłam, a może wciąż przechodzę za to kryzys związany z mięsem – na obiad jadam bez problemu, natomiast śniadanie to dla mnie katorga i marzę o owsiance. Na całe moje szczęście, jak zwykle niezawodna Estera uświadomiła mi, że mogę jeść komosę ryżową oraz amarantus! A, że komosa ryżowa zawiera sporo białka i ma mało skrobi, jest ostatnio bardzo częstym gościem na naszych talerzach w wersjach zarówno na słodko (z owocami i mlekiem kokosowym), jak i wytrawnie (z dynią i sosem curry). Doszło do tego, że zjadam często tylko jedną porcję mięsa dziennie – reszta to warzywa, owoce, odrobina orzechów i komosa ryżowa. Głodna nie chodzę – nie martwcie się 😉

Ćwiczenia

Muszę przyznać, że w kwestii ćwiczeń od 3 miesięcy jestem bardzo regularna. Mam swoją kompankę w trudach i wspieramy się nawzajem w najgorszych momentach lenia 😉 Olga – dziękuję :*

Przez ostatnie 3 tygodnie było ciężej niż zwykle. Może to kwestia pogody i braku słońca, bo najchętniej zawinęłabym się w ciepły koc i zasnęła na kanapie, ale zbieram się w sobie. 3, czasem 4 lekkie treningi w tygodniu wpadają. Nie narzucam sobie ciężkich treningów w tygodniu z tego względu, że później nie mogę spać lub mam koszmary i wstaję rano wykończona. Od poniedziałku do piątku na tapecie są raczej treningi wzmacniające z piłką lub oparte o Pilates, a podskoki i burpees zostawiam na sobotnie poranki. I kurczę…chyba taki plan działa na mnie najlepiej.

Suplementy

Podstawą mojej suplementacji były oczywiście probiotyki. Nietolerancje pokarmowe wynikają z zaburzeń flory jelitowej lub też przepuszczalności jelit, dlatego ich wzmocnienie jest dla mnie kluczowe. Probiotyki dodaję do każdego posiłku i od samego początku poczułam różnicę, w porównaniu do brania całej dawki na raz.

Dodatkowo w codziennej suplementacji znajdują się enzymy trawienne, aby wspomóc niedomagające kwasy żołądkowe, magnez, którego wiecznie mi brakuje i witaminy z grupy B. Skrzyp z bambusem pomaga mi się lepiej nawodnić, a przy okazji moje włosy i rzęsy rosną jak szalone. Ashwagandha – zdecydowanie moja faworytka w zestawieniu – cudownie uspokaja (zwłaszcza po ćwiczeniach), lepiej śpię, a dodatkowo pomaga w obniżeniu kortyzolu.

Wyniki – kortyzol, insulina, glukoza

A teraz czas na winowajców całego zamieszania. Poszłam na badania pełna nadziei, że coś się zmieniło, bo hej! czy się chwaliłam? Moje obwody w końcu po roku nieznacznie zmalały! Jupi!

No dobra, ale do rzeczy.

Powtórzyłam badania, a dokładnie kortyzol, insulinę i glukozę. Do zestawienia doszła hemoglobina glikowana, która informuje o średnim stężeniu glukozy we krwi w ciągu nawet 120 dni poprzedzających badanie, czyli w okresie cyklu życia krwinki czerwonej – tyle powinna żyć krwinka, ale w obecnych czasach jeśli żyje 90 to też jest super.

I co i co i co???

Nie jest jeszcze super, ALE…

Kortyzol miałam dwukrotnie przekroczony, a górna granica normy wynosi 19. Obecnie jego poziom wynosi 24, także jeszcze trochę pracy przede i będę dzielnie walczyć aby był w okolicach 10.

Insulina również spadła z czego niezmiernie się cieszę, bo poprzednio tylko rosła.

Glukoza wciąż jest delikatnie przekroczona, ale dopóki nie uporam się z kortyzolem, jej poziom nie spadnie.

Hemoglobina glikowana też jest całkiem niezła.

Co dalej? Czy teraz już tylko dieta do końca życia?

Póki co, dieta zostaje. Do świąt trzymam się rygorystycznie – usuwam dodatkowo alergeny, które w nawet w minimalnym stopniu pojawiły się na liście – żegnaj kurczaku, indyku i łososiu. Łososia nie jem od dawna, kurczaka bardzo rzadko, więc tylko brak indyka będzie bolał.

Kto będzie się ze mną widział – wybaczcie i nie kuście czymś złym 😉

Za 4 tygodnie powtarzam kortyzol i decydujemy co dalej.

Także to be continued 🙂

 

Uwaga!

Przeprowadzona dieta była indywidualnie dobrana do MOICH potrzeb. Jeśli macie problemy zdrowotne, a zwykła dieta nie pomaga, nie eliminujcie wszystkiego na własną rękę tylko zgłoście się do specjalisty!

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *