Czy można schudnąć bez diety?

Pierwsze zdanie jakie słyszy dietetyk to “nie mogę schudnąć”, “dieta nie działa” albo “dieta jest taka ciężka do utrzymania”. Czy można schudnąć bez diety? Czemu czasem bardziej potrzebujemy innego specjalisty, aby sobie pomóc?90% przypadków, które trafiają do dietetyka to osoby, które chcą schudnąć. Próbowały już wielu diet i tricków, ale ciągle bez większych efektów. Zdarza się, że schudły, ale wciąż nie są zadowolone z efektów. Dociskają sobie (i często rodzinie) śrubę, aby zobaczyć wymarzoną liczbę na wadze.

Kim jest dietetyk?

W wielkim telegraficznym skrócie dietetyk to specjalista, który uczy co i jak jeść, aby zachować zdrowie/schudnąć/przytyć/wspomóc leczenie danej jednostki chorobowej. Ale nie cudotwórcą…

Dietetyk radzi, ale nie robi pracy za pacjenta – nie zrobi odpowiednich zakupów, ugotuje według przesłanych przepisów, nie pójdzie na spacer czy trening. Potrzeba kilku ważnych, wyrobionych cech charakteru, które pozwolą osiągnąć zamierzone cele:

  • pokora i chęć wysłuchania – ile razy jesteśmy mądrzejsi od lekarzy/specjalistów, szukając porad na anonimowych forach internetowych, bo tak ciężko przyjąć bolesną prawdę?
  • wytrwałość, aby nie porzucić swoich działań po kilku dniach/tygodniach – wiele osób wychodzi z założenia, że albo robi coś na 100% albo poddaje się przy najmniejszym potknięciu
  • poszukiwanie kolejnego, LEPSZEGO dietetyka, który odchudzi nas szybciej i jeszcze prościej – najlepiej bez naszego najmniejszego wkładu i wysiłku
  • umiejętność ustalania priorytetów – zadbajmy o siebie, a potem o wszystkich innych dookoła… W przeciwnym wypadku poddamy się szybko, bo dla nas samych zabraknie czasu na podstawowe sprawy

Takich cech charakteru pewnie można jeszcze mnożyć. Warto zwrócić uwagę, że jeśli nie mamy wyrobionych tych cech, to nasze problemy z sylwetką czy ogólnie ze zdrowiem mogą wynikać z czegoś innego niż sama dieta. Na prawdę dobry dietetyk zauważy, że coś się dzieje i może zasugerować zmianę terapii.

Należy pamiętać, że to, co wkładamy do naszych ust, bardzo zależy od naszej głowy – naszego centrum sterowania wszechświatem. Ile razy pod wpływem różnych emocji do żołądka trafiają przeróżne produkty?

Stres

Przyczyną wielu problemów jest nadmiar stresu – czy to w pracy, czy w życiu osobistym. Gonitwa w pracy, milion zajęć i lekcji, wieczna walka z czasem. I wszechobecny internet i urządzenia mobilne. To przykre, że mimo pięknych czasów, w jakich jest nam dane żyć, tak bardzo zanurzamy się w wirtualny świat, nie zauważając rzeczy ważniejszych i piękniejszych.

Praca przy komputerze, minimum 8 godzin siedzenia bez ruchu, powrót w korkach z telefonem w rękach, wieczór z Netflixem. To wszystko stresuje. Bardzo stresuje. Nie pomoże tu artykuł w gazecie o jego eliminacji.

Osobiście nie lubię tego określenia. Jest to fizycznie niemożliwe z racji tego, że chociażby ćwiczenia fizyczne są szokiem dla organizmu. Stres jest potrzebny i nieunikniony. Ważne jest, aby wiedzieć jak sobie radzić z jego nadmiarem, gdy zaczyna nas przytłaczać. A gdy tego nie potrafimy, zaczynają się schody.

Zaburzenia

Stłumione emocje, brak akceptacji, niepowodzenia w pracy, niezdrowe relacje z bliskimi (nadopiekuńczość lub odrzucenie). To wszystko powoduje, że słabsza psychicznie osoba ucieka w jedzenie, bo “jedzenie nie pyta, jedzenie rozumie”. W zdenerwowaniu łapiemy się za używki – alkohol, papierosy, słodycze, tłuste przekąski, fast foody. Robi się miło, prawda? Za chwilę pojawiają się wyrzuty sumienia. Tak silne, że wcześniejszy problem to pikuś w porównaniu do tego, co w tym momencie czujemy – wstręt, obrzydzenie do samego siebie. W najsłabszych przypadkach wyzywamy się od najgorszych, biczujemy psychicznie, drapiemy się do krwi lub wyrywamy włosy. W najgorszych wpadamy w zaburzenia odżywiania – głodzimy się, przeczyszczamy, powodujemy wymioty. A efektów odchudzania jak nie było, tak nie ma…

Co można z tym zrobić?

Przede wszystkim przepracować problem lub/i pójść do psychologa, terapeuty, który pomoże nam ogarnąć własną kuwetę, jeśli sami sobie nie radzimy. Terapeuta też człowiek – nie ocenia, a jedynie przedstawia nasz problem w sposób, w jaki sami na niego nigdy nie patrzyliśmy. Nie wstydźmy się tego, że próbujemy sobie pomóc! Dopiero poprawnie przeprowadzona terapia pokaże czy jesteśmy gotowi zacząć zmieniać swoje inne nawyki czy w sposób prawie niezauważalny same się zmieniły, gdy ogarnęliśmy źródło problemu.

Na co dzień również możemy sobie pomóc wyładowywać emocje w korzystny dla organizmu sposób. Potrzeba jednak chęci i trochę wytrwałości. Najskuteczniejsze i najtrwalsze metody wymagają czasu, a ten i tak upłynie.

Najprostsze i często najskuteczniejsze czynności, które pomagają to:

  • maksymalny kontakt z naturą – wyjście na spacer do lasu/parku bez telefonu (chyba, że tylko w celu zrobienia zdjęcia i schowanie go głęboko do kieszeni)
  • świadome, głębokie oddychanie
  • zajęcie rąk czymś pożytecznym – pozbieranie prania, starcie kurzu, itp.
  • regularny, ciężki trening – im więcej siedzimy, tym ciężej powinniśmy ćwiczyć, aby pobudzić nasz układ nerwowy do innej pracy. Dodatkowo pozwoli zniwelować negatywne skutki siedzenia
  • minimalizacja czasu spędzanego w internecie – wystarczy chociażby wyłączyć powiadomienia z popularnych serwisów internetowych na minimum 2 godziny przed snem
  • SEN – najważniejszy punkt programu – człowiek niewyspany, wycieńczony choruje co raz bardziej, jest nerwowy, zjada więcej niż powinien, a co za tym idzie – tyje. 7-8 godzin wartościowego snu to podstawa!

Czy można schudnąć bez diety?

W uproszczeniu, aby schudnąć potrzebny jest tylko i aż deficyt kaloryczny, czyli zjadanie mniej niż potrzebuje organizm. W praktyce bez wprowadzenia nowych, zdrowych nawyków żywieniowych (diety) nie schudniemy. Zanim jednak zaplanujemy bardzo szczegółowo posiłki i treningi przypatrzmy się czy codzienność za bardzo nas nie przytłacza. Jeśli tak jest – ogarnijmy najpierw własne podwórko i małymi krokami ruszmy do przodu. Nie od poniedziałku, nie od nowego roku. Teraz, zaraz. Odłóż telefon, idź na spacer z bliskimi i oddychaj. Pranie poczeka, Twoje zdrowie nie. Być może ten spacer zmieni więcej niż myślisz…

Ściskam!

A.

 

P.S. Za inspirację do tego wpisu dziękuję Esterze (za szczere kopniaki, które ruszyły mnie z miejsca, w którym tkwiłam), która bardzo nakłaniała mnie do napisania czegoś takiego od siebie. Dziękuję również Wam za wiadomości i codzienną inspirację.

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *