Czy 5 posiłków dziennie jest konieczne? Dietetyczne rozterki

W ostatnim czasie prawie każdy zajmuje się dietą, motywacją i ćwiczeniami. Większość każe Ci jeść 5 posiłków dziennie. Czy słusznie?

Pierwszy raz ze spożywaniem 5 posiłków dziennie zetknęłam się kilka lat temu, kiedy dopiero biznes dietetyczny rozpoczynał swój bum. Wcześniej przez całe moje życie jadaliśmy w domu 3, maksymalnie 4 posiłki. Gdy chodziłam do szkoły było zawsze obowiązkowe śniadanie, II śniadanie, obiad w domu i kolacja lub obiadokolacja. Czy miałam wtedy problemy z wagą? Jeśli nie podjadałam lub nie byłam dokarmiana to NIE. Posiłki były zawsze przygotowywane w domu i, choć nigdy nie należały do super dietetycznych, (ponieważ nasza wiedza o zdrowym żywieniu była wtedy niewielka), to nigdy nie brakowało w nich warzyw czy owoców.

Kiedy zaczęłam się interesować żywieniem wszyscy dookoła kazali jeść 5 niewielkich posiłków w równych odstępach czasu. Nieważne czy było się głodnym czy nie – mijały 3 godziny i trzeba było zjeść. Skutek tego był taki, że albo byłam co chwilę przeraźliwie głodna, bo moim posiłkiem było jedno jabłko lub garsteczka orzechów lub, co gorsza, w ogóle nie odczuwałam głodu i musiałam się zmuszać do jedzenia na siłę. Czy pamiętacie w ogóle, aby ktokolwiek kiedyś jadł aż 5 posiłków??? Męka…

Nie twierdzę, że 5 posiłków dziennie jest nieskuteczne. Uważam, że jak ze wszystkim, dietę trzeba ustawić pod SIEBIE. Nie zawsze to, co działa na osobę A, zadziała na osobę B.

Przyznaję, że przeszłam chyba wszystkie możliwe opcje jeśli chodzi o diety i nowinki dietetyczne. Obecnie ogromną popularnością cieszą się wszelkiego rodzaju śniadania, których podstawę stanowią owsianki z owocami lub kasza jaglana z orzechami i owocami.

Jadłam tak przez długi czas – BA! Uwielbiałam takie śniadania. Pyszne, słodkie.. prawie jak deser. Dla odmiany jadłam omlety, naleśniki lub inne węglowodanowe śniadanka. Z jakim skutkiem? Nawet nie wiem kiedy i jak, nabyłam INSULINOOPORNOŚĆ.

W skrócie przypominam, że insulinooporność to sytuacja, w której nasze tkanki nie reagują na transportowaną przez insulinę glukozę, w związku z czym krążący we krwi cukier upychany jest w najbezpieczniejszym dla organizmu miejscu, czyli w tkance tłuszczowej. A żeby poziom insuliny wrócił do normy często potrzeba więcej niż 4 godzin…

Teraz wyobraźcie sobie co się dzieje, gdy spożywamy 5 posiłków dziennie w równych, 3-godzinnych odstępach czasu, a do tego pakujemy w siebie owsianki, kasze, ryż i chude mięso… czyli idealną zdrową dietę 😉

Nasze trzustka co chwilę musi robić wyrzut insuliny, która próbuje przetransportować glukozę do tkanek. Te złośliwie mówią, że brama jest zamknięta i muszą udać się gdzie indziej, więc pozostaje już tylko tkanka tłuszczowa, która chętnie przyjmie wszystko…

Tak na dobrą sprawę owsiankę i jaglankę zaczęłam jeść na śniadanie, ponieważ wszyscy dookoła mówili, że dzięki temu schudli, byli długo syci i czuli się fantastycznie. Moje odczucia? Głód po godzinie, wzrost wagi i mało sił….

Insulinooporność sprawiła, że musiałam wrócić do mięsa – tłustego mięsa – ponieważ chude białko również powoduje wyrzuty insuliny. Zrezygnowałam ze strączków, a kaszę jaglaną ostatni raz jadłam kilka miesięcy temu.

Zasady diety w insulinooporności:

  • 3, czasami 4 posiłki dziennie o REGULARNYCH PORACH
  • Śniadania białkowo-tłuszczowe + warzywa
  • Owoce ograniczone do jednej porcji dziennie lub raz na dwa dni, zawsze w towarzystwie tłuszczu
  • Węglowodany jadane po południu lub kolacyjnie (ułatwia to zasypianie i pozytywnie wpływa na jakość snu)
  • Dużo wody, mało napojów smakowych (w tym herbaty) i soków, zero gum do żucia i cukierków do ssania – czy wiecie, że u niektórych osób sama myśl o jedzeniu powoduje produkcję insuliny???
  • Tony warzyw – trzeba uważać tylko na ilość ziemniaków, i raczej unikać strączków
  • Cheat meal’e powodują wzrost wagi nawet 2-3 dni po ich zjedzeniu, dlatego desery odpadają, w zamian za nie można zjeść kawałek GORZKIEJ czekolady, paczkę orzechów na raz albo kawał mięcha z grilla 😉
  • Osobiście i niechcący wprowadziłam przerywany post – nie jem co prawda w oknie 7 godzin, ale prawie codziennie robię 12-14 godzin przerwy (co raz więcej jest publikacji i badań nad tym, że post przedłuża życie i pozwala na tworzenie się nowych połączeń nerwowych w mózgu! Postaram się niedługo napisać o tym trochę szerzej)

Czy jest to ciężkie?

  • Z pewnego punktu widzenia tak, ponieważ odmawiamy sobie wielu pyszności i deserów. Z drugiej strony ogromnym plusem jest zaprzestanie ciągłego myślenia o jedzeniu. Kolejnym plusem jest oszczędność czasu – jemy 3-4, a nie 5 posiłków dziennie. Porcje są duże i na pewno można się najeść, a nie wyliczać 30 gram owsianki, 3 orzeszki i do tego ¼ jabłka 😉
  • Największym problemem jest na pewno zmiana nastawienia psychicznego. Przez lata nasłuchałam się, żeby jeść tylko chude białe mięso, unikać tłuszczu zwierzęcego, a prawda jest taka, że dobrej jakości tłuste mięso i ogrom warzyw jakie się przy nim zjada służy mi dużo bardziej.
  • Przy okazji komponowane menu wychodzi taniej. Polubiłam również rosół gotowany na kościach – tani, a do tego zdrowy na jelita i stawy, zimne nóżki i wszystko to czego nienawidziłam przez lata.

Czy wróciłabym do wegetarianizmu? Tak, ale tylko gdybym była w pełni zdrowa. Może za kilka lat?

Jakie są efekty nowej, bardziej tłustej diety?

  • Wagowo na razie żadne, bo co chwilę przegrywam.. jak nie święta, to zwykła zachcianka. Wystarczy jeden posiłek spoza listy i muszę wszystko odpracowywać później przez tydzień. Durne, błędne koło. Chwila przyjemności nie warta ciężkiej pracy…
  • Samopoczucie – zmiana o 180 stopni w porównaniu do tego, co było jeszcze niedawno. Brak spadków energetycznych, nie chodzę jak zombie, mam siłę wziąć się za jakieś ćwiczenia czy nawet pójść na dłuższy spacer, nie mówię już o regularnych miesiączkach – to kolejny temat rzeka. Czy taka zmiana to mało? Jak dla mnie nie, choć chciałabym więcej.

Kwestia powrotu do poprzednich wymiarów to już tylko moja silna wola i cierpliwość oraz trochę więcej porządnego ruchu.

A właśnie… Silna Wola.. Może to będzie moje postawienie noworoczne? 😉

Czy Wy również jadacie 5 posiłków dziennie czy raczej 3 duże? Jakie są Wasze odczucia w tym temacie?

 

Comments

comments

2 odpowiedzi do “Czy 5 posiłków dziennie jest konieczne? Dietetyczne rozterki”

  1. Cześć,
    trafiłam do Ciebie, ponieważ mam świeżo zdiagnozowaną insulinooporność (do tego jeszcze PCOS, ostry niedobór wit. D i hiperprolaktynemię). Niestety z chorobą zostałam sama, lekarz nie wszystko mi powiedział, dlatego wszystko muszę doczytywać (dietetykom nie ufam, każdy mówi co innego a mnie zwyczajnie szkoda pieniędzy, żeby się przekonywać, która racja jest większa). O tyle dobrze, że jestem biologiem, więc wiem mniej-więcej z czym to się wiąże, natomiast rozbieżność informacji na temat diety przyprawia mnie o zawrót głowy…
    Mam sporą nadwagę a zatem sporo do zrzucenia. Pływam 3 razy w tygodniu od dawna, do tego dołożyłam 2 razy w tygodniu rower (na razie stacjonarny, jak się pogoda polepszy to zwykły). Zażywam metforminę, stosuję dietę o niskim indeksie i ładunku glikemicznym, po prostu staram sie maksymalnie zredukować cukry proste. Po rozpoczęciu diety jadłam 5 posiłków dziennie (przed użyciem diety jadłan 2-3 razy dziennie). I nie schudłam.
    Szukam zatem uzasadnienia i mechanizmu działania, żeby raz na zawsze rozwiać wszelkie wątpliwości co do tego co jeść i ile razy dziennie.
    Moje wnioski z badań naukowych są następujące: jedzenie mniejszej ilości posiłków jest zdecydowanie lepsze bo insulina ma czas wrócić do swojego fizjologicznego stężenia i dzięki temu (w wielkim skrócie) może zostać spalany tłuszcz. Większa częstotliwość posiłków -> insulina cały czas jest wysoka -> nadmiar glukozy zostaje magazynowany w tłuszczach.
    W związku z powyższym przerzucam się teraz na 3 posiłki dziennie.

    Przepraszam za długi komentarz, ale chciałam się podzielić z kimś informacjami, które wcale nie były łatwe, żeby znaleźć w natłoku tych wszystkich cudotwórczych-diet bez-uzasadnienia.

    1. Droga Basiu,
      bardzo dziękuję Ci za podzielenie się swoimi doświadczeniami.
      Pozwoliłam sobie napisać do Ciebie wiadomość prywatną – jeśli będziesz mieć ochotę to odpisz 🙂
      Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *